wtorek, 16 marca 2010

powrót monofina

W bardzo sprzyjających okolicznościach na powrót stałam się posiadaczem monofina.
Wzięłam udział w sympatycznym rejsie starszych turystów holenderskich gdzie miałam podjąć próbę nurkowania z nimi na wodach otwartych. Nie udało się, bo raz większość była po prostu za stara, a po drugie, dobrze mi znana, natura holenderska wyjątkowo oszczędna jest, więc wydanie 40 JD na intro dive nie mieściło się w głowie przeciętnego Dutcha

Tym samym cały dzień spędziłam na łódce, popływałam troszkę.
I tutaj, szef łodzi, nie kapitan, zaskoczył mnie bardzo. Zaofiarował mi monopłetwę, z której wyrósł dawno temu. Bardzo się ucieszyłam. Wiele praktykowałam wcześniej styl syreni, ale nie miałam okazji sprawdzić czy radzę sobie lepiej niż za pierwszym razem, kiedy Patryk użyczył mi sprzętu bez instrukcji obsługi.
Dobrze mi poszło, już skurcze stopy nie wystąpiły i jakby większa lekkość przy falowaniu. Szybkie to jest jak torpeda. szybsze niż moja zdolność wyrównywania ciśnienia w pionowym zanurzaniu. Nad tym muszę jeszcze popracować.

Dzisiaj wolne od nurkowania, uczę się hiszpańskiego i powtarzam teorie nurkową. Fizyka, ciśnienia parcjalne i prawo Archimedesa. Moja zdolność kumania fizyki jest wciąż, niezmiennie, oporna, jak w podstawówce i liceum. Teraz mam jednak większa motywację aby zrozumieć to czym się zajmuję.
Może jak codziennie wkuje kilka wzorów i definicji to się w końcu nauczę czegoś ścisłego, przed czym mój umysł się uparcie broni. Może, a tymczasem morze....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz